Monday, 23 September 2013

dzien 6

Dzisiejsze menu:
sniadanie: 3 kromki chalki z maslem
przekaska: serek wiejski z wkrojona polowka banana
lunch: bagiel z maslem i szynka z piersi indyka
przekaska: pol kabanosa, 4 suchary i serek wiejski
kolacja: 2 pulpety z indyka gotowane na parze (z wczoraj), pol bajgla i 2 kromki chalki z kremowym serkiem do pieczywa o obnizonej zawartosci tluszczu.

Dobrze ze Ropucha powstrzymala mnie przed zjedzeniem kolejnej kromki, "do you really want to eat another one?" spytal. Nie, nie chcialam...

Troche poczytalam o diecie lekkostrawnej i wszedzie zalecane jest unikanie wyrobow wedzonych takze moje ukochane kabanosy przywiezione z Polski znalazly nowe miejsce w zamrazarce i beda czekac tam lepszych czasow dla mojego zoladka.

Opowiadalam znajomej o zabiegu gastroskopii i nie mogla sie nadziwic ze zabieg przeprowadzono bez znieczulenia! Teraz tak sobie mysle i tak naprawde to nic nie boli, samo uczucie jest nieprzyjemne ale poza tym OK.

Dzis znalazlam takze czas na bieganie zamiast skalpela Ewki bo pogoda dopisala i kilkanascie minut z hula hop. Bieganie idzie mi coraz lepiej, niestety nie mam tutaj nigdzie plaskich terenow takze troche sie mecze z podbieganiem pod gorki ale przynajmniej moja pupa bedzie ksztaltna:)

Jutro w planie pizza na kolacje, nawet mialam zrobic sobie taka specjalna gotowana na parze zamiast pieczona w piekarniku ale zrezygnuje z tego pomyslu, nawet na parze ale swiezo zrobione drozdzowe ciasto raczej nie bedzie lekkostrawne:(
Chlopcy zadowola sie normalna, pyszna pizza z serem i pieczarkami a ja... a ja musze pomyslec na co moj zoladek mialby ochote.

No comments:

Post a Comment