Tuesday, 24 September 2013

uzalezniona od pieczywa

To chyba dlatego ze nie moge jesc slodyczy :( moglabym pewnie zjesc caly bochenek ale powstrzymuje sie bo na pewno mojemu zoladkowi na dobre to nie wyjdzie.

Zrobilam ciasto na pizze i zdecydowalam sie poeksperymentowac..
Urwalam jedna trzecia ciasta i zaplotlam warkocz tak zeby przypominal chalke (uwielbiam chalke pieczona przez mojego tate!) bez kruszonki bo to przeciez sam cukier no i taka "pizzowa" ta chalka raczej bedzie.
Wyrosla pieknie ale z probowaniem musze poczekac przynajmnie do pojutrza no bo jedyny chleb ktory moge jesc to taki zasiedzialy, podobno latwiejszy do trawienia.

No chyba ze Ropucha bedzie chcial sprobowac pierwszy?

Jest jakis sposob na pokonanie mojej slabosci do jedzenia weglowodanow?

Dzisiejszy jadlospis:
sniadanie: kasza manna (40g) na mleku ryzowym z wkrojona polowka banana
przekaska: sucha chalka 2 kromki
lunch: bagiel z kremowym serkiem (low fat) i szynka z indyka
przekaska: 4 suchary i polowka banana
kolacja: maly slodki ziemniak ugotowany (bez skory) z tunczykiem z wody wymieszanym z sokiem z cytryny, sola, pieprzem i kremowym serkiem (low fat)

Moje uzaleznienie wyszlo po kolacji, pokusilam sie na polowke bajgla posmarowanego maslem tylko dlatego ze byl w kuchni, grrr.

Chcialam wkleic zdjecie mojej pizzo chalki ale nie wiem dlaczego ladowanie obrazka zajmuje tak duzo czasu a tak naprawde nic sie nie dzieje, hmmm?

Monday, 23 September 2013

dzien 6

Dzisiejsze menu:
sniadanie: 3 kromki chalki z maslem
przekaska: serek wiejski z wkrojona polowka banana
lunch: bagiel z maslem i szynka z piersi indyka
przekaska: pol kabanosa, 4 suchary i serek wiejski
kolacja: 2 pulpety z indyka gotowane na parze (z wczoraj), pol bajgla i 2 kromki chalki z kremowym serkiem do pieczywa o obnizonej zawartosci tluszczu.

Dobrze ze Ropucha powstrzymala mnie przed zjedzeniem kolejnej kromki, "do you really want to eat another one?" spytal. Nie, nie chcialam...

Troche poczytalam o diecie lekkostrawnej i wszedzie zalecane jest unikanie wyrobow wedzonych takze moje ukochane kabanosy przywiezione z Polski znalazly nowe miejsce w zamrazarce i beda czekac tam lepszych czasow dla mojego zoladka.

Opowiadalam znajomej o zabiegu gastroskopii i nie mogla sie nadziwic ze zabieg przeprowadzono bez znieczulenia! Teraz tak sobie mysle i tak naprawde to nic nie boli, samo uczucie jest nieprzyjemne ale poza tym OK.

Dzis znalazlam takze czas na bieganie zamiast skalpela Ewki bo pogoda dopisala i kilkanascie minut z hula hop. Bieganie idzie mi coraz lepiej, niestety nie mam tutaj nigdzie plaskich terenow takze troche sie mecze z podbieganiem pod gorki ale przynajmniej moja pupa bedzie ksztaltna:)

Jutro w planie pizza na kolacje, nawet mialam zrobic sobie taka specjalna gotowana na parze zamiast pieczona w piekarniku ale zrezygnuje z tego pomyslu, nawet na parze ale swiezo zrobione drozdzowe ciasto raczej nie bedzie lekkostrawne:(
Chlopcy zadowola sie normalna, pyszna pizza z serem i pieczarkami a ja... a ja musze pomyslec na co moj zoladek mialby ochote.

Sunday, 22 September 2013

a jednak problemy zoladkowe

Urlop i po urlopie. Pogoda nie dopisala wcale ale tak to jest w Polsce we wrzesniu; albo zlota jesien albo plucha.
Najwazniejszy moment urlopu to wizyta u gastrologa. Nikomu nie zycze przechodzenia zabiegu gastroskopii, bardzo nieprzyjemny, wykonywany bez znieczulenia, grrr.
Musze jednak powiedziec ze cieszylam sie kiedy bylo juz po wszystkim bo przemily pan doktor oznajmil ze mam zapalenie sciany zoladka i przelyku i problemy z cofaniem zolci (?).
Zostaly mi przepisane dwa leki, cala kuracja potrwa ponad miesiac. Do tego lekkostrawna dieta, zero cukru (slodycze i owoce odpadaja) na szczescie moge jesc banany:) zero smazonego i uzywek, zero przypraw. Tylko chude mieso i duzo warzyw duszonych na parze. Dodatkowo zmiana nawykow zywieniowych, male porcje serwowane 5 razy dziennie.
Oczywiscie scisle trzymam sie diety i zazywam tabletki tak jak Pan doktor przepisal bo mam nadzieje ze w koncu uwolnie sie od moich problemow.
Jedyne co mnie zaniepokoilo to wyleczenie zoladka nie zalatwi problemow z jelitami jezeli takowe sa.
Powtarzam sobie ze narazie nie ma sie co przejmowac i trzymam kciuki za poprawe.

Jadlospis na dzis:
sniadanie: chalka (kruszonke zjadla Ropucha) z maslem i kabanos
przekaska: budyn (zrobiony bez cukru) i 30g talarkow z lajkonika
lunch: bagiel z maslem i chuda szynka z indyka
przekaska: jogurt naturalny zmiksowany z bananem i zamrozony (udajacy lody) plus garsc biszkoptow
kolacja: pulpety z miesa indyczego duszone na parze i kasza jaglana


Saturday, 7 September 2013

Sobota...jak dobrze ze to juz weekend!
Musze odkupic swoje wczorajsze grzeszki i byc dzis grzeczna. Wczoraj pochlonelam cala white chocolate orange, jakies 1000 kcal w jednym posiedzeniu.
Fakt, poszlam pozniej pobiegac ale na kolacje zjadlam zupe od chinczyka a na zagryzke jeszcze troche ciasta :/ oh jak mi bylo dobrze:)
....
przez jakies pol godziny a potem brzuch jak w dziewiatym miesiacu ciazy, biegunka, bol zoladka ah szkoda gadac! Obwod w pepku o 6 cm wiekszy, dobilam do 80 centymetrow po tej wieczornej uczcie!
Mam nadzieje ze zapamietam sobie ten stan i bede potrafila sie opanowac nastepnym razem, ktory podejrzewam nadejdzie niedlugo.
Jak narazie dzis byl skalpel Ewki (bo niby dziala) i pobiegane tez bylo.
Moja porcja slodyczy wyznaczona przez duza Ropuche na dzis to 30 gramowy batonik. Tak tak, bo teraz Ropucha mi wyznacza porcje slodyczowe ale tylko dlatego ze sama prosilam bo jak ja nie potrafie sie opanowac to jak mam skonczyc swoje wieczorne szalenstwa?
Na kolacje bagiel z serkiem brie (yummm!) i Eat Pray Love z Julia Roberts.

Tuesday, 3 September 2013

wtorek wieczor

Pije Guinessa i ogladam The Great British Bake Off, zebym tylko sie powstrzymala przed podjadaniem o tej porze bo na nic dobrego mojemu zoladkowi to nie wyjdzie.
Yummy niektore z tych przepisow:)

Pogoda na urlop zapowiada sie tak sobie, przynajmniej bez deszczu jak narazie.
Warsaw here we come!! (soon)

xx

Monday, 2 September 2013

czyzby poczatki depresji?

No i stalo sie. Klotnia z samego rana, ze ja go nie rozumiem, ze nie szanuje jego uczuc i wylewam swoje nieszczescia na niego.
Ale mi jest naprawde zle, nie lubie tego miejsca w ktorym jestem teraz.

A w gabinecie lekarskim...poszlam z problemem zoladka a skonczylo sie na lzach i zachecie do rozmowy z psychologiem.
Wyszlam ubozsza o £7 z miesieczna kuracja na moj zoladek i bogatsza o numer telefonu do poradni psychologicznej.


Sunday, 1 September 2013

pierwsza notka

O czym ten blog? Mysle ze w sporej czesci o jedzeniu bo jest ono tym co uwielbiam ale i tym co sprawia mi problemy ze zdrowiem. 
Pierwsza notka krotka tak tylko zeby zobaczyc jak to wszystko wyglada.

Do nastepnego razu?